"Narodowa kwarantanna" radykalnie ograniczyła nam, niestety, życie kulturalne. Ani wystąpić, ani się spotkać, ani... Uderzyło w nas to bardzo mocno - jak we wszystkich, którzy współtworzą kulturę. Znam dramatyczne przypadki - ludzie nagle nie mają "co do garnka włożyć" a najbardziej przykre jest to, że nikt się o nich nie troszczy. Chociaż... znam też przypadek wspaniałego i zasłużonego dla kultury w Polsce artysty - takiego "wędrownego grajka", który tworzy bardzo wartościowe pieśni - któremu... ludzie zaczęli wpłacać pieniądze na konto, aby miał z czego żyć i utrzymać rodzinę. Gdy się o tym dowiedziałem, w serduchu zrobiło się ciepło, że jednak są wspaniali ludzie w tym kraju...
Czy się nudzimy podczas tej kwarantanny? Nie. Szkoda czasu na nudę! ;) Nie mamy wprawdzie naszych ulubionych zajęć z dzieciakami i występów, ale... mamy przecież wiele książek i wciąż wzbogacamy nasze księgozbiory. Jest więc jeszcze więcej czasu na nie. Tak więc czytamy baśnie i legendy wcześniej nam nieznane, szukamy materiału do rozwoju własnego repertuaru, wymyślamy nowe formy, itp. A ponieważ niejeden opowiadacz zaczął nagrywać filmiki z bajaniami, więc...
Czy się nudzimy podczas tej kwarantanny? Nie. Szkoda czasu na nudę! ;) Nie mamy wprawdzie naszych ulubionych zajęć z dzieciakami i występów, ale... mamy przecież wiele książek i wciąż wzbogacamy nasze księgozbiory. Jest więc jeszcze więcej czasu na nie. Tak więc czytamy baśnie i legendy wcześniej nam nieznane, szukamy materiału do rozwoju własnego repertuaru, wymyślamy nowe formy, itp. A ponieważ niejeden opowiadacz zaczął nagrywać filmiki z bajaniami, więc...
Myślę, że jest to całkiem fajna forma zagospodarowania nadmiaru wolnego czasu podczas kwarantanny. Jednocześnie służy dobru, bo dzielenie się opowieściami - zwłaszcza tymi, które, jak ta, mogą służyć czemuś więcej, niż tylko chwilowej rozrywce - jest zawsze świadczeniem dobra. Gdy taka opowieść skłoni do przemyśleń nad życiem, tego dobra może być bardzo wiele. Ale nawet jeśli nie skłoni, to i tak trochę tego dobra będzie - bo można przynajmniej chwilę komuś uprzyjemnić, zabawić, a to też ma swoją wartość. :)
Opowieść ta wywodzi się z Ukrainy. Natrafiłem na nią w cennym zbiorze "Українські народні казки, легенди, анекдоти" ("Ukraińskie ludowe bajki, legendy, anegdoty") wydanego pod redakcją prof. Pawła Nikołajewicza Popowa, literaturoznawcy i folklorysty ukraińskiego, członka - korespondenta Akademii Nauk Ukraińskiej SSR. Chociaż nie byłoby prawdą, gdybym twierdził, że władam językiem ukraińskim, to jednak na szczęście rozumiem go na tyle dobrze, by radzić sobie z czytaniem i prostymi tłumaczeniami. :) Kiedyś chętnie opowiem trochę o tej wspaniałej książce.
Już podczas pierwszego, pobieżnego przeglądania książki, zatrzymywałem się na poszczególnych stronach - najzupełniej losowo - czytając bądź to fragmenty, bądź też całe niezbyt długie opowieści. I tak los padł właśnie na tą. Czytałem, czytałem i moje oczy robiły się coraz większe, aż w końcu popłakałem się ze śmiechu. Humoreska okazała się wyśmienita, ale... Gdy już się naśmiałem, to przyszła też głęboka zaduma nad ukazaną w niej pełną pychy i pogardy wobec "gorszych" ludzi ze strony wielmożnego pana. Dotknęło mnie to bardzo mocno, gdyż kwestie wiary i etyki są w moim życiu bardzo istotne. Uważam też, że opowieści powinny nie tylko bawić, ale także kształtować nasz światopogląd, naszego ducha, nasze życie. Dobrze jest, gdy baśnie uczą sztuki życia, sztuki bycia człowiekiem... W tej krótkiej humoresce, która okazała się być jednocześnie przypowieścią, znalazłem cenne "ziarenko". Jej zabawność i jej mądrość sprawiły, że zapragnąłem ją opowiadać.
Po raz pierwszy zaprezentowałem ją w Poznaniu, podczas Festiwalu Sztuki Opowiadania "Słowo Dam." Było to bardzo spontaniczne - tak samo, jak bardzo spontaniczne było "bajarskie jam-session", w ramach którego wystąpiłem. Zrobiono je, ponieważ po występach zaproszonych gości pozostawało jeszcze sporo czasu... Gdy to ogłoszono, nasz Wielki Mistrz Bajarzy, Łukasz Bernady, jakby delikatnie mi sugerował prezentację - ale prawda jest taka, że ja już się nosiłem z tą myślą. Jak to wypadło? Można zobaczyć poniżej - tyle, że zapomniałem Mistrzowi powiedzieć, zlecając mu nagrywanie, gdzie aparat ma mikrofon. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz