Tradycja jest piękna - i powinna być zachowywana, ale nie powinna być też skostniała, nie powinna być tylko "muzeum" z napisem: "nie ruszać eksponatów". ;) Vivat więc Chotomska i inni wariaci! :)
niedziela, 25 kwietnia 2021
Legendy staro-nowe
Tradycja jest piękna - i powinna być zachowywana, ale nie powinna być też skostniała, nie powinna być tylko "muzeum" z napisem: "nie ruszać eksponatów". ;) Vivat więc Chotomska i inni wariaci! :)
środa, 21 kwietnia 2021
Pięknie zilustrowane...
Stoi sobie u nas na ulicy pewien mebel. Bardzo szczególny mebel: Uliczna Szafa Czytelnicza. Oj, często można mnie przy niej spotkać! :) Niekiedy udaje się w niej znaleźć coś naprawdę interesującego. Ze wstydem natomiast przyznaję, że łatwiej mi z niej do domu różne rzeczy znosić, niż do niej wynosić. ;) Podejrzewam jednak, że nie ja jeden zmagam się z takim problemem. Tak samo, jak nie ja jeden nie mam za wiele książek, lecz półek mam za mało. Zwykle, gdy przeglądam książki w USC, biorę którąś, gdy pociąga mnie tytuł, tematyka, lub znam i cenię autora.
W tym wypadku było zupełnie inaczej. Tytuł i tematyka mnie zdecydowanie odpychały pomimo, że to "legendy". Nie ma co ukrywać - jestem sceptyczny wobec Kościoła katolickiego a kultowi maryjnemu - tudzież świętych, obrazów i relikwii - duchowo skrajnie przeciwny, zainteresowany co najwyżej ich wymiarem kulturowym, historycznym i... legandarno - baśniowym. Zafascynowała mnie natomiast okładka - tak, że sięgnąłem po nią i zacząłem przeglądać. A z każdą kolejną kartką, z każdym kolejnym obrazkiem, moje zafascynowanie wzrastało. Tak naprawdę same tylko ilustracje były powodem, dla których wziąłem tą książkę do domu - całą resztę ująć można było w słowa: "A się zobaczy - jakby co, to czytać przecie nie muszę." ;)
Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest
nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
(...)
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest
dla wszystkich
i odczytywać całość
Może gdybym miał zbyt wiele, to bym się w tym zatracił, stał się zbyt pewny siebie i może arogancki? Niedostatki także bywają nie bez przyczyny. ;)
Ale książka to przecież nie sama tylko szata graficzna. To przede wszystkim treść. Nie praktykując kultu maryjnego i nie wierząc w katolickie dogmaty miałem jednak nadzieję, że treść okaże się interesująca. Przede wszystkim liczyłem na tradycyjne legendy, w starym - może nieco średniowiecznym nawet - stylu. Niestety... Książka, która tak mnie ucieszyła grafiką, okazała się ZUPEŁNIE NIESTRAWNA! To nie żadne legendy, które bywają ciekawe, ale kiepska pisanina "w stylu" co prawda, ale... iście odpustowym!
Ilustracje są przepiękne, ale... szkoda, że tyle papieru zmarnowano na treść. To pięknie zilustrowane... gówno. :( Unikam takich wyrażeń, ale niestety nie potrafię znaleźć innego na to słowa. Odrzuciłbym tą książkę nawet będąc wiernym katolikiem, a co dopiero nim nie będąc. ;) Legendy to powinny być legendy... Baśnie to powinny być baśnie... A nie bełkot i wysyp wszystkiego, co tam autorowi się zrodzi w głowie. Nawet w baśniach i legendach musi być sens i rozsądne poukładanie.Książka pozostaje na mojej półce - WYŁĄCZNIE ZE WZGLĘDU NA RYSUNKI.
Skarb
Jesteśmy z przyjaciółmi bardzo WIELKOPOLSCY - co zawsze z mocą podkreślam... Chociaż w żadnym razie się do naszego regiony ściśle nie ograniczamy. Szczególna miłość do tego, co nasze, wielkopolskie jest więc zupełnie naturalna i zrozumiała. Region nasz jest niezwykle bogaty kulturowo i obfituje w wiele wspaniałych opowieści. Zbieramy je więc to tu, to tam...
Zajmuję się tym już od kilku lat. Od początku słyszałem o pewnym Niemcu, który żył tą samą pasją. Nazywał się Otto Knoop i działał na przełomie XIX i XX wieku. Chociaż miał on słowiańskie korzenie - wywodził się z okolic Słupska, ze Słowińców - to jednak jego rodzina była zniemczona i słuszne jest zapewne traktować go bardziej jako Prusaka - zwłaszcza, że był nauczycielem w pruskich szkołach, m.in od 1882 r. w gimnazjum w Gnieźnie a następnie w latach 1889 - 1919 w gimnazjum w Rogoźnie. Był etnografem - folklorystą, dla którego wzorem i autorytetem był wielki Oskar Kolberg. Badał kulturę Pomorza, gdzie się urodził i wychował oraz Wielkopolski, gdzie "rzucił go los". Pozostawił po sobie całkiem imponujący dorobek, zwłaszcza spisując legendy, baśnie i opowiastki ludowe. O tym, jak bardzo był zniemczały, świadczy fakt, że pisząc o Wielkopolsce początkowo chciał się skupić wyłącznie na żyjących tu Niemcach, ich kulturze i tradycjach. Mając jednak kontakt z polskimi uczniami zainteresował się jednak ostatecznie także polskimi przekazami. W ten sposób narodziła się książka "Sagen und Erzählungen aus der Provinz Posen" ("Legendy i opowieści z Prowincji Poznańskiej").
Nadszedł jednak taki dzień, gdy... jakby zaświeciło dla mnie słońce! Otóż jakiś czas temu przeglądałem zasoby cyfrowe Biblioteki Narodowej. Tam zaś, jakimś przypadkiem trafiłem na skany czasopisma geograficzno - etnograficznego "Wisła", a tam... piękne polskie tłumaczenia prac Otto Knoopa!
Piśmiennictwo Knoopa jest specyficzne. Rozczaruje się nim ktoś, kto liczy na wspaniałe baśnie i legendy, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni - z całym ich bogactwem przekazu i stylu literackiego. Nie był on bowiem literatem a - jak już wspomniałem - etnografem, folklorystą. I takie właśnie było jego podejście do opowieści: nadzwyczaj surowa zazwyczaj forma, minimalizm także w ilości treści - często boleśnie aż lakoniczne. To raczej forma "klasera z opowieściami", czy też swoistego katalogu... W gruncie rzeczy jak odcisk w ziemi, którym zajmują się archeolodzy - ślad tego, co było. W dodatku jest to zbiór rozmaitości - nie tylko legend i bajań, ale także np. wzmianek o duchach czy różnych ludowych przesądach. Cudo! Ale z pewnością nie dla każdego... :)
Wiele u Knoopa brakuje, ale za ogrom pracy, którą wykonał, ma on mój wielki szacunek i wdzięczność. Tak samo ci, którzy jego prace przetłumaczyli i opublikowali przed "z górką" stuleciem. I wreszcie ci, którzy tomy "Wisły" wydobyli gdzieś z bibliotecznych zakamarków, wykonali ich cyfrowe kopie i je udostępnili takim, jak ja, miłośnikom książek, opowieści, wszelkich "staroci" a nade wszystko ziemi ojczystej, ludu i tradycji. :)
sobota, 17 kwietnia 2021
Opowiadam "z dreszczykiem"
czwartek, 1 kwietnia 2021
Wylatowskich wspomnień czar
1 kwietnia. Muszę przyznać, że dla mnie to niezwykle... kłopotliwa data. Dlaczego? Co za pytanie! Doprawdy nie wiadomo, co tego dnia można / należy brać na poważnie, czego zaś nie. Trudno głupawki odróżnić od rzeczywistości - tym bardziej, że rzeczywistość jest głęboko nasycona absurdami takimi, że lepiej by było, gdyby były one tylko "prima aprilis".
Jakiś czas temu Radomska Grupa Bajarzy - nudząc się ewidentnie podczas pandemii koronaŚwirusa - wymyśliła "Bitwę na Opowieści". Potem zaś spotkania warsztatowe on-line. Gdy ostatnio ustalono datę kolejnego - 1 kwietnia - to wiadomo było, że po prostu musi być dziwno i śmieszno. Łebsko nadano spotkaniu hasło "Zagnij Münchhausena". Kim był ów Münchhausen, którego mieliśmy "zaginać", każdy może się obecnie, w dobie "wirtualnego świata", łatwo sam dowiedzieć.
Nie planowałem żadnej prezentacji - nastawiony byłem na słuchanie innych, na pogadanie o opowieściach, itp. Wyszło jednak inaczej. Bartek zapytał mnie, czy bym coś opowiedział, a ja pomyślałem, że owszem, miałbym w sumie coś do opowiedzenia. Wprawdzie nie jakąś checną, pokręconą bajkę, nie jakaś fantastyczną historię, nie... STOP! No więc co? Ano skoro "prima aprilis" to o "wkrętach", jakie urządzili sobie niegdyś moi znajomi, jakich próbowałem ja i... jak mi wyszło, ale inaczej. ;)
Seweryn Krajewski śpiewał kiedyś - bardzo, bardzo dawno temu, bo jeszcze w czasach mojego dzieciństwa - pewną piosenkę, potem zapomnianą:
"...UFO jest krasnalem naszych dni
do przygód stu otwiera drzwi.
UFO jest krasnalem cudów Twych i chce
jak ty wesoło żyć.
Już nie wierzysz w stare bajki przyznaj się
i z krasnala z siwą brodą śmiejesz się. Ale
UFO to jest przebój, to jest to -
kosmiczny styl, nieziemski wzrok..."
A było to dawno, dawno temu - chociaż nie tak dawno, jak to jest w różnych starych baśniach... I nie tak bardzo daleko - w Wylatowie, leżącym kilkanaście kilometrów na wschód od Gniezna. Przed laty wioska ta zasłynęła "kręgami zbożowymi" - a raczej prostszymi lub bardziej wymyślnymi piktogramami przypisywanymi istotom pozaziemskim przylatującym na pokładzie UFO. Stało się Wylatowo "Mekką" ufologów, ufo-świrów i zwykłych ciekawskich. Byłem tam i ja, przesiadywałem tygodniami - niejedno widziałem, niejedno słyszałem, niejedno sam przeżyłem. Ciekawi ludzie bywali w kultowej wręcz wylatowskiej "bazie" i jej okolicach - często ciekawsi i dziwniejsi nawet od domniemanych "ufoków"! Każdej nocy "operacja życie nocne", a my pełni pasji i inwencji. No więc DZIAŁO SIĘ! I było co opowiadać - po latach i choćby tylko przez chwilę...
Wszystko było prawdziwe. I "prawdziwi" kosmici przy drodze. I ekipa filmowa, której postanowiłem spłatać figla i figiel wyszedł, ale zupełnie inaczej, niż planowałem. I... Trochę się "łezka w oku kręciła" na wspomnienie sprzed około 20 już lat i "nieziemskich wakacji". A UFO? Można w nie wierzyć, lub nie, można je różnie interpretować. Niewątpliwie stało się ono jednak też elementem kulturowym - nie tylko za sprawą relacji świadków (czy uznać ich za wiarygodnych, czy też nie), ale też literatury, filmu, komiksu czy gier. To niewątpliwie cudowny temat dla snutych opowieści. :)
Niezwykle żałuję, że nigdy nie powstała książka o Wylatowie i "kręgach", którą przed laty miał w planach Robert Bernatowicz. Był on jednym z tych, dzięki którym o tej wiosce zrobiło się wówczas głośno. Naprawdę niewielu ludzi spędziło tam tyle czasu, przeprowadziło tyle rozmów, zgromadziło taką dokumentację. Szkoda, że nie zostało to opracowane i wydane w formie książki. Mogłaby to być obszerna i niezwykle ciekawa książka. Zwłaszcza, gdyby obejmowała więcej, niż tylko wywody o "kręgach" i UFO. :)
-
Poprzednie warsztaty "Bitwy na Opowieści" odbyły się 1 kwietnia. Wówczas ustaliliśmy, że kolejne, zaplanowane na 15 kwietnia, będą...
-
Wraz z przyjaciółmi zajmujemy się m.in. teatrem ilustracji. Forma ta wywodzi się z dalekiej Japonii, gdzie zwana jest "kamishibai...
-
"Narodowa kwarantanna" radykalnie ograniczyła nam, niestety, życie kulturalne. Ani wystąpić, ani się spotkać, ani... Uderzyło w n...













