niedziela, 26 kwietnia 2020

Baśniowa wyprawa w głąb Polinezji

Fot. Moses Gonzalez / Flickr (CC BY-NC 2.0)
Polinezja jest takim obszarem na tym świecie, który fascynował mnie od młodości... Zaczęło się to od książki Jacka Lilpopa "Po drugiej stronie nieba", w której autor opisał własną podróż, wraz z żoną, "na drugi koniec świata". Książka nie była może arcydziełem literacko - podróżniczym, ale jednak zadziałała w sposób cudowny! Potem były kolejne, jak np. "Polinezyjski pasat" Sverre Holmsena, "Raj na Tahiti" Arne Falk Ronne, "Dzień dobry Tahiti" Wojciecha Dworczyka... Lista by mogła się, rzecz jasna, jeszcze wydłużać! ;) 

W tym czasie wysoko na mojej ścianie pojawiło się też życiowe hasło, zapisane w języku polinezyjskim: "Tau te nu motu atea" - "Znajdź sobie wyspę szczęśliwą". Wówczas wierzyłem, że taką sobie mogę znaleźć... wśród wysp Polinezji. Marzyłem o tym, by móc tam pojechać i... chyba wciąż marzę. Z drugiej zaś strony mam w sobie z pewnością pewien "mit Polinezji" - jest dla mnie swego rodzaju "terra magica", gdzieś z pogranicza baśni i rzeczywistości. Konfrontacja zaś z "twardą rzeczywistością", po dotarciu do owego "wyśnionego raju", mogłaby być... rozczarowująca. Może więc lepiej nie docierać i pozostać przy wyprawach w samej tylko wyobraźni?

Polinezja to świat niesamowity nie tylko dlatego, że daleko, pośrodku niebieskiego oceanu i pod palmami... Jeśli tylko masz odpowiednią sumę na koncie, możesz zarezerwować pokój w hotelu i przelot i mieć "egzotykę". Nie stać mnie na to i wcale mnie nie interesuje luksusowy hotel i drinki pod palmą, bo to jest bardzo powierzchowne. Interesują mnie za to ludzie i kultura. Interesuje mnie dotknięcie społeczne i kulturowe. To jest bowiem prawdziwa egzotyka!

Wraz z przyjaciółmi zajmuję się bajarstwem. Gromadzimy niesamowite opowieści z całego świata i posyłamy je dalej, opowiadając je ludziom. To różne legendy, baśnie, bajki... To także mity. Mitologia to jakby "poważniejszy gatunek", bo "-logia" wskazuje na naukę. I wszyscy uczymy się w szkole czegoś o mitologiach - zazwyczaj w ograniczeniu do mitologii rzmskiej i greckiej, które leżą gdzieś u fundamentów naszej cywilizacji europejskiej. Zwykle u nas się na tym, niestety, kończy - resztę zaś pozostawia się już do indywidualnego odkrywania. Być może trudno by było zająć się mitologiami na skalę globalną... Nam, opowiadaczom jest z pewnością łatwiej, bowiem nie musimy mieścić się w żadnych ramach, w żadnym "programie nauczania" (który w szkołach jest zresztą mocno przeładowany!).

Jako pasjonat baśni i miłośnik książek często prowadzę poszukiwania czegoś fajnego z obszaru mnie fadcynującego. Ostatnie większe zakupy - w sumie ok. 10 kilogramów! - odbyły się w ramach samoobdarowania z okazji świąt Bożego Narodzenia. W tym pakiecie znalazła się zaś książka Henryki Romańskiej "Raireva - mity, legendy i podania polinezyjskie". Skoro fascynuje mnie Polinezja i fascynują mnie baśnie i legendy, to jest to oczywiście pozycja z rodzaju "must have"! ;)

Nazwisko autorki zupełnie nic mi nie mówiło, więc "brałem w ciemno". Potem zacząłem szukać innych pozycji i jak dotąd nic nie znalazłem, więc może to jedyna praca tej autorki? W każdym razie wydana została w roku 1972 przez Polskie Towarzystwo Ludoznawcze pod redakcją Aleksandra Posern-Zielińskiego - a to już wiele znaczy!

We wstępie prof. Posern-Zieliński napisał m.in.: "... stwierdzić należy, że w polskim piśmiennictwie nie znajdujemy zbyt wielu pozycji, które dotyczyłyby w całości tego regionu Pacyfiku, zaznajamiając czytelnika jednocześnie z jego ludnością, kulturą i historią. Brakuje również antologii polinezyjskich mitów, legend i podań, nie mówiąc już o potrzebie szerszych komentarzy i opracowań z tego zakresu. (...) Minione stulecie nie dostarczyło polskiemu czytelnikowi żadnego dzieła folklorystycznego czy rozprawy etnograficznej o Polinezji, godnego odnotowania. (...) Wiadomości na temat wierzeń polinezyjskich, składu lokalnych panteonów, organizacji kultu, pojęć 'mana' i 'tabu' zawarte były w kilku religioznawczych pracah naukowych, jakie ukazały się po 1945 r. Znajdujące się tam rozproszone informacje, streszczenia podstawowych koncepcji i wątków mitologicznych nie mogły dać całościowego obrazu życia religijnego i folkloru Polinezyjczyków."

Dalej zasłużony badacz przytacza przykłady stopniowego wzrostu zainteresowania i pojawiania się elementów twórczości ludowej, mitologii i baśni polinezyjskich w literaturze popularno-naukowej i popularnej. Zacny Profesor pisze dalej: "Polinezyjski folklor również w tej przetworzonej i stylizowanej postaci jakby na nowo ożywa i dociera do szerokich kręgów czytelniczych objawiając swe uniwersalne wartości, łamie bariery językowe, cywilizacyjne i rasowe; wchodzi w skład światowego dorobku kulturalnego. Stało się to możliwe dzięki temu, iż niektóre popularyzowane utwory tradycyjnej literatury polinezyjskiej są już dziś naszym wspólnym dziedzictwem kulturowym, na równi z takimi arcydziełami dawnej poezji epickiej, jak strofy Odysei, pieśni Kalavali i sagi Eddy."

Ufff! Przebrnęliście ze mną przez te mądrości? Nie mam wątpliwości, że rację ma ów wybitny badacz kultury, gdyż mity, legendy i podania polinezyjskie są naprawdę przepiękną czątską kulturowego dziedzictwa ludzkości w skali globalnej. Nie ustępują w niczym mitom greckim, rzymskim, indyjskim czy chińskim! Profesor miał nadzieję, że ta piękna cząstka zacznie się upowszechniać w Polsce, ale... no niestety...  Polinezja w tym względzie wciąż jest obszarem zaniedbanym, chociaż na to nie zasługuje. :(

Zakupiona przeze mnie książka okazała się zbiorem blisko 50 opowieści z ogromnego obszaru Pacyfiku - od Nowej Zelandii po Hawaje i Wyspę Wielkanocną. Jest to więc rozpiętość znacznie ponad 7000 kilometrów! Całość zawarto zaś na niespełna 200 stronach. W sposób oczywisty jest to więc ledwie niewielki kawałek całego bogactwa bajarskiego kultury polinezyjskiej! Jest to jakby "śmietanka", przegląd smakowitych opowieści, który pozwala "liznąć" to bogactwo, zapoznać się, zrobić pierwszy krok w próbie zrozumienia tego kawałka świata i zamieszkujących go ludzi... Autorka podzieliła je według regionów Polinezji, z których pochodzą, a każdą z części poprzedziła niezbędnym wprowadzeniem historyczno - kulturowym.

Są to opowieści bardzo różnorodne - o ludziach, bóstwach i duchach. Pokazują one bardzo dziwny świat, w którym ludzie mogą nawet zostać bogami, a bogowie okazują się... śmiertelni. Nie jest dla mnie niczym nowym koncepcja, że człowiek może zostać bogiem - sam to zastosowałem w jednej z moich autorskich baśni. Lecz koncepcja śmiertelnych bogów mnie zadziwiła - tak jakby Polinezyjczycy trochę tych bogów sobie... uczłowieczyli. W niektórych opowieściach odbywamy wraz z ich bohaterami prawdziwie "magiczne podróże", zaglądamy do Hawaiki - zaświatów, "krainy przodków". Przepływamy też z nimi - a jakże! - niezmierzone przestrzenie Oceanu Kiwy, jak nazywali Pacyfik. Lektura tej książki to w gruncie rzeczy taka niesamowita podróż wgłąb Polinezji. Obrazy zmieniające się jak w kalejdoskopie. I to była dla mnie naprawdę ogromna przyjemność!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz